Abraham Mateo

Abraham Mateo

niedziela, 28 lutego 2016

Dedyk dla Naty Celeban

Hej! Postanowiłam wziąć się za dedyki.

Naty:
Właśnie czytałam moją ulubiona książkę.
- Naty nie uwierzysz - do mojego pokoju wbiegła przyjaciółka.
- Chociaż daj mi spróbować Kim, a tok w ogóle to co ty tu robisz? - zapytałam.
- To ja tu przychodzę do ciebie z takim newsem a ty zadajesz mi głupie pytania - skarciła mnie kumpela.
- No dobra, dobra mów, bo umrę z ciekawości - zaśmiałam się.
- Wiesz kto przyjeżdża do Polski? - spojrzałam na nią z irytowaniem - Abraham Mateo.
- Coo? Dlaczego? - zamurowało mnie - nie.
- Oj nie takiej reakcji się spodziewałam po tobie tancerki i dziewczynie tego przystojniaka... - nie dokończyła.
- Przestań!! - Nie jestem jego dziewczyną, ani tancerką. To było kiedyś! - rzuciłam książką o ścianę.
- I tak uważam, że powinnaś pójść na koncert i z nim porozmawiać. Uwierz mi to dobry pomysł. Chcę dla ciebie jak najlepiej - Kim siadła obok mnie.
- Okey, ale jak coś się stanie to będzie dym - obie zaczęłyśmy się śmiać. Nie powinnam się tak denerwować, ale bardzo cierpiałam jak musiałam wracać do polski i zostawić go w Hiszpanii, a poza tym to podoba mi się ktoś inny. Zack z mojej klasy.
- Idziemy do sklepu? - z zamyślenia wyrwała mnie dziewczyna.
- Co? - zapytałam zdezorientowana.
- Musisz błyszczeć na koncercie. Kto wie może jeszcze z nim zatańczysz - Kim wyszłam na środek pokoju i zaczęła z nim tańczysz. Przynajmniej tak to miało wyglądać, a ja gapiłam się na nią jak na największego idiotę świata. Potem oboje wybuchłyśmy śmiechem.
************
Po zakupach rzuciłam się na łóżko i rozmyślałam:
Nie wiem jak przeżyję ten koncert i to spotkanie. Wyznanie mu, ze nie możemy się spotykać i, ze nie będę dla niego tancerka to była najtrudniejsza decyzja w moim życiu. pamiętam to jak dziś.
------------------------
Serce biło mi ja młot. Chyba bałam sie z nim rozmawiać. Po chwili odważyłam się i zadzwoniłam do drzwi jego willi.
- Cześć skarbie - pocałował mnie w policzek - Coś się stało? - zapytał mnie z troską.
- Musimy porozmawiać. Przejdziemy się?
- Pogadać tak, ale na dworze jest trochę zimno, więc wolałbym tutaj - chłopak wpuścił mnie do domu, a ja szybko pobiegłam do jego pokoju i rzuciłam się na łóżko.
- Powiesz mi co się stało? - Abraham staną nade mną.
- Gdyby to było takie proste - powiedziałam w poduszkę i usiadłam na podłodze, a chłopak razem ze mną - nie wiem jak mam zacząć, jak ci to powiedzieć.
- Wyjeżdżam do Polski... na zawsze - zaczęłam.
- No to co? Przecież będziesz przyjeżdżać - nastolatek spojrzał na mnie.
- Nie będę - szepnęłam - to koniec Abri. Koniec wszystkiego - skuliłam się i rozpłakałam.
- Nie wierzę - krzyknął i wyszedł z pokoju trzaskając drzwiami, a ja przez jakiś czas nie potrafiłam spójrzeć na świat. Po dziesięciu minutach stwierdziłam, że nie przyjdzie, więc ruszyłam w stronę drzwi.
- Już idziesz? - obejrzałam się, a na łóżku leżał Abe. Chciałam coś powiedzieć - przepraszam, że tak zareagowałem, ale... - nic już nie powiedział, bo mocno go przytuliłam - wiem, że to głupie, ale obiecaj mi, że zerwiemy dopiero jak wylądujesz w Polsce - szepną mi do ucha.
- Obiecuję - po moim policzku spłynęła łza. Ostatni czas spędziliśmy razem.
-------------------------
****************
Chwilę przed snem zastanawiałam się czy do niego zadzwonić. Cały czas miałam jego numer telefonu, a zbyt późno nie było. Odebrał po pierwszym sygnale.
- Słucham - nic nie powiedziałam. Po moich policzkach zaczęły spływać łzy.
- Wiedziałam, że o mnie zapomniał - powtarzałam na głos. Zostanie w domu nie wchodziło w grę, bo Kim mnie wypchnie z mieszkania i osobiście zawiezie na ten przeklęty koncert. Mimo tego, że wcześniej myślałam, że przyjedzie, żeby się ze mną spotkać to nie chcę iść tam.



sobota, 13 lutego 2016

Abraham niee!

Hej! To ostatnia część historii Anaztazji i Abrahama.

Anaztazja:
Wreszcie skończyła się ta koszmarna noc, ale dzięki niej wiem, że moja decyzja była słuszna. Wiem, że Abri mnie kocha i nie pozwoli mnie skrzywdzić. Kiedy się obudziłam chłopaka już nie było obok mnie. Postanowiłam jeszcze trochę poleżeć szczerząc się do siebie, ale nie długo to trwało. Słysząc szmery dochodzące z kuchni postanowiłam sprawdzić co reszta tam robi. Kiedy znalazłam się tam gdzie wszyscy zdziwiła mnie nieobecność Jowity.
- A gdzie.. - nie zdążyłam dokończyć.
- Zmyła się - odpowiedział Ethan.
- Wróciła do siebie. Napisała, że nie da rady i chce zmienić się na lepsze - dopowiedział Zack.
- Dziwne przecież jesteśmy najlepsi i nie da się zmienić na lepsze - zaśmiał się Abraham.
- jak się spało? - pytanie skierował do mnie Chris, ale mój Abe posłał mu gniewne spojrzenie. Natomiast ja na chłopaka spojrzałam pouczająco, a Chrisowi posłałam uśmiech.
- Nieźle - odpowiedziałam i poszłam do do lodówki zobaczyć co mogę zjeść.
- Opowiesz mi ten koszmar - szeptem zapytał Abraham.
- Nie. nie chcę o tym gadać - uśmiechnęłam się do chłopaka. Niestety mój wyraz twarzy nie zmieniał się przez długi czas.
- Śmiejesz się, bo nie wiesz co zjeść prawda? - szepną do mojego ucha chłopak.
- Nie. Dlatego, że na początku nie byłam pewna czy chcę odmienić ten związek, ale teraz wiem, że chcę od nowa to zbudować z tobą - mocno się do niego przytuliłam - i nie wiem co zjeść - chłopak zaczął się śmiać.
- Co powiesz na naleśniki? - po chwili powiedział gdy się ode mnie odkleił.
- Brzmi pysznie.
- Okey. To Abraham zrobi ci śniadanie, a ty może byś się przebrała - dodał Zack.
- No faktycznie wybadałoby - dopowiedział swoje Ethan. Poszłam do pokoju i zajrzałam do szafy z ubraniami.
-Nie mam w co się ubrać - krzyknęłam zła.
- Załóż coś ładnego skarbie - odpowiedział mi chłopak,który smażył naleśniki. Zrezygnowana rzuciłam się na łóżko. Chyba długo tak leżałam.
- Ana chodź na ... to ty jeszcze nic nie wybrałaś? - zapytał zdziwiony Abraham.
- Nie mam w co się ubrać - powiedziałam zirytowana.
- Jak to nie masz? Zobacz ta szafa jest pełna twoich ubrań. Załóż różową bluzkę z czarnymi, krótkimi spodenkami i fioletowe martensy, a w pasie zawiąż sobie fioletową koszulę.
- Dobra, ale zakupy i tak cię nie ominą. Szykuj się na 14:00.
- Nie. Błagam. Zobacz ile masz ubrań - chłopak zaczął protestować.
- Abri kochasz mnie?
- Potraktuje to jako pytanie retoryczne.
- W takim razie szykuj się na 14:00, a teraz chodź ze mną zjeść śniadanie.
**********
Abraham:
- Ana to ty idź do sklepu, ja będę w kącie, bo się umówiłem z Taylorem. Jakby coś się stało to dzwoń - pocałowałem ją w policzek.
- Okey - odpowiedziała krótko - Czekaj, a kto to?
- Mój brat. To ja idę - ruszyłem w stronę KFC.
***********
- Może byś mi powiedział co u ciebie. Dawno cię nie widziałem - zaczął Taylor.
- A daj spokój. Same problemy i... - nie zdążyłem dokończyć, bo w pobliżu rozległ się strzał. Szybko pożegnałem się z bratem i pobiegłem do sklepu gdzie znajdowała się moja dziewczyna. W butiku nikogo nie było. Wszystko było rozwalone, na ladzie przy kasie leżała kartka. "Twoja zguba i... znajdują się tam gdzie zabiłeś mojego ojca". Przeklinając w myślach ruszyłem w stronę podanego miejsca.
*************
- Gdzie ona jest?! - krzyknąłem.
- Spokojnie. Bez nerwów... - nie dałem mu dokończyć.
- Gdzie?! - Zapytałem ponownie.
- Nie przerywaj mi! Spójrz w górę - faktycznie na schodach stała Anaztazja, a obok niej. Nerwy przejęły nade mną kontrolę. Wyciągnąłem pistolet i zastrzeliłem jedenego. Chciałem załatwić drugiego.
- Nie radziłbym. Jeżeli go zastrzelisz twoja księżniczka razem z bratem odejdą z tego świata - spojrzałem w drugą stronę. Tam stał Taylor - Możesz ocalić jedną osobę. Kogo? - słysząc to przez serce przeszło sto noży.
Anastazja :
Byłam pewna, że nie wybierze mnie. Do moich oczu napłynęły łzy, których nie nie mogłam zatrzymać.
- Ja... chyba... brata. Przepraszam - spojrzał na mnie, ale ja nie potrafiłam dopiero po długiej chwili odważyłam się.
- Abraham nieeeee!!!! - w moich oczach pojawiły się łzy. Było za późno. Chłopak wychował pistolet w swoją głowę i pociągnął za spust.


sobota, 30 stycznia 2016

Zły sen

Hejo!!! Zbliża się koniec historii, a oto kolejny imagin.

Anastazja:
Zbliża się noc, a ja dalej nie jestem pewna mojej decyzji. "Czy mam mu zaufać?" pytałam sama siebie. Jedna połowa mnie mówiła: "Przecież to on nauczył cię jak to jest kochać i być kochanym", bo oczywiście moi rodzice nie mieli czasu. W ogóle się mną nie interesowali. Natomiast druga połowa kazała mi wszystko zakończyć. Ciągle zdawała mi pytanie:"A co jeśli sytuacja się powtórzy?".Siedziałam w pokoju i przeglądałem facebooka, ale nie było w nich żadnych nowości więc postanowiłam zejść coś zjeść. Gdy schodziłam usłyszałam fragment rozmowy.
- Masz ją zostawić w spokoju - podniósł głos Abraham.
- Przecież nie jesteście razem... -odpowiedział Chris
- Przestań się wreszcie wtrącać w nasz związek - Abraham złapał chłopaka za bluzkę i pchną do ściany - mam nadzieję, że zrozumiałeś - tym zdaniem zakończył rozmowę. Ja nie wiem jak tak można? Raz jest taki czuły i troskliwy, a raz chamski i wredny. Jak on to robi? Jego kroki słyszałam coraz bliżej. Wiedząc, że nie może mnie tu zobaczyć, bo się na maxa wkurzy zaczęłam biec po schodach w stronę pomieszczenia, z którego niedawno wychodziłam. Rzuciłam się na łóżko, założyłam słuchawki i wyłączyłam muzykę, żeby wyglądało realistyczne to zamknęłam jeszcze oczy. Po krótkiej chwili chłopak przed, którym uciekłam do pokoju zatrzymuje muzykę, zdejmuje mi słuchawki i kładzie się obok mnie. "Pewnie myśli, że śpię " przyszło mi do głowy. Nie wiem co, ale coś kazało mi się do niego przytulić. Korzystając z okazji, że myśli, że niby śpię przekręciłam się w jego stronę i wtuliłam się tak jak kiedyś. Nawet nie musiałam na niego patrzeć, bo wiedziałam, że się uśmiecha. Moje udawanie trwało pięć minut,bo dzięki Bogu zadzwonił mój kochany smartfon.
- O matko, kto to dzwoni - ja nie mogę. Mogłabym grać w filmach.
- Ana czy...Nie odbieraj tego - krzyknął gdy zobaczył na wyświetlaczu "numer prywatny" - to może być ten z gangu, ten co do mnie dzwonił.
- Mogłeś spokojniej. Idę się przebrać, a potem spać, bo jest naprawdę późno.
*********
Kiedy wróciłam z łazienki Abraham leżał na łóżku. Od razu gdy mnie zobaczył uśmiechnął się.
- Świetnie wyglądasz.
- Daruj sobie. Założyłam tylko za dużą koszulkę - powiedziałam obojętnie.
- Po pierwsze to moja koszulka. Znaczy już twoja, bo dałem ci ją. A po drugie to wyglądasz w niej naprawdę pociągająco - dla żartów posłałam mu uśmiech i trzepnęłam włosami na co chłopak zaczął się śmiać.
- Słuchaj czy ja mogę..., bo wiesz tutaj jest jedno łóżko...albo wiesz co...nie. Sorry. Nie było pytania - podeszłam do niego zachowując dystans. Wolałam, żeby narazie mnie nie całował.
- Przecież to też twój pokój...
- No tak, ale może ty nie chcesz.
- Mnie to obojętne. Zrobisz jak chcesz - oczywiście, że nie było mi obojętne po tym telefonie to wolałbym, żeby spał razem ze mną w pokoju.
- Rozumiem. To ja będę spał w salonie.
*******
- Jezu! - obudziłam się z krzykiem - co za sen - powiedziałam do siebie - która teraz jest godzina? - wzięłam telefon i włączyłam wyświetlacz - Co?? 2:00 - przez następne pięć minut próbowałam zasnąć, jednak za bardzo się bałam, nie czułam się bezpiecznie. Postanowiłam zejść na dół napić się mleka - żeby tylko nie obudzić Abrahama - powtarzałam w głowie. Cicho zeszłam po schodach i kierowałam się do kuchni. Wszystko by było w porządku gdyby nie to, że musiałam zaczepić o krzesło. Wprawdzie się nie wywaliłam, ale bolało. Oczywiście znając mojego pecha chłopak musiał się obudzić.
- Anastazja?  To ty nie śpisz? Dlaczego? - chłopak podszedł do mnie.
- Nie mogę zasnąć. Zły sen - posłałam mu słaby uśmiech.
- W twoich oczach widać przerażenie. Co ci się śniło? - w jego brązowych oczach malowała się troska - mi możesz zaufać.
- Ja ci tego nie mówiłam, ale on już do mnie dzwonił. Oczywiście nie odebrałam, bo byłam zajęta - i trochę się boję. Przepraszam - chłopak wyraźnie był zdziwiony.
- Co? Dlaczego mi od razu nie powiedziałaś?  Dlaczego boisz się ze mną rozmawiać - z moich oczu zaczęły lecieć łzy - nie płacz. Kocham cię i nie pozwolę ciebie skrzywdzić. Mam się z tobą położyć?  - pokiwałam głową - chodźmy już - Abraham zaprowadził mnie do pokoju i położył się razem ze mną.
*********
- Aaa! - to znowu ten koszmar. Szybko podniosłam się do pozycji siedzącej, a Abraham razem ze mną.
- Co się stało? - nie odpowiedziałam - ej spokojnie. Jeny cała się trzęsiesz. Połóż się. Spokojnie jestem przy tobie.


czwartek, 21 stycznia 2016

Uszka do góry..

Hejo!! Złożyliście życzenia swojej babci? Ja postanowiłam z tej okazji dodać imagina.


Anastazja:
Kiedy dojechaliśmy na miejsce ja w porównaniu do innych poszłam do nowego pokoju się rozpakować, bo reszta od razu zajęła miejsca przed telewizorem w salonie. No może z wyjątkiem Chrisa. On zajął miejsce przy lodówce. Zeszłam po schodach, bo mój, a nie sorry nasz pokój znajduje się na górze.
- Pst, pst Anastazja chodź to na chwilę - trochę się wachałam, ale jednak zdecydowałam się pójść do kuchni i dowiedzieć się czego Chris chce.
- Co chcesz? - zapytałam z niechęcią.
- Wiem, że nie powinienem się wtrącać, ale ja muszę to wiedzieć. Czy ty i Abraham...
- To skończony rozdział mojego życia - nie chciałam rozmawiać na ten temat.
- Naprawdę? - chłopak upił łyk coli. Pokiwałam głową na taki - Co ty na to, żeby to uczcić zdjęciem - takiej reakcji się nie spodziewałam. Uśmiechnęłam się, a on wyjął swojego smartfona. Skierował go w naszą stronę, objął mnie w talii o ile to można tak nazywać, bo jego ręka była naprawdę nisko i zrobił tak głupią minę, że nie mogłam się powstrzymać i wybuchłam śmiechem na cały dom. Wszyscy odwrócili się w naszą stronę. Abraham widząc nas tak blisko od razu ruszył w naszą stronę i Chris mógł zobaczyć z bliska jego pięść.
- Jak śmieszne zarywać do mojej dziewczyny?! Wiedziałem, że ci się podoba, ale teraz to przesadziłeś.
- Opanuj się! Przecież ona z tobą zerwała - chłopaki zaczęli się odkładać pięściami, a reszta próbowała ich rozdzielić. Wtedy skorzystalam z okazji i pobiegłam do drzwi wejściowych.
- Hej! Nie zamierzam wysłuchać waszych kłótni ani kłócić się z wami. Wychodzę na spacer - krzyknęłam i wyszłam z domu. Po chwili usłyszałam głos Abrahama.
- Czekaj! Idę z tobą - nie zwróciłam na to uwagi tylko szłam przed siebie. Chłopak pobiegł do mnie. W ciszy szliśmy do momentu kiedy mijaliśmy wielkie drzewo pod którym był ławka. Abraham chwycił mnie za nadgarsek i przyciągnął mnie do siebie.
- Naprawdę już dla ciebie nic nie znaczę? - w jego oczach widać było nadzieję.
- Naprawdę - odepchnęłam go - nie potrafię ci już zaufać - usiadłam na ławce.
- Przecież ci tłumaczyłem, że musiałem o tobie zapomnieć, a te dziwki nic dla mnie nie znaczą - Abraham zaczął się do mnie przybliżać. Nasza odległość stawała się niebezpiecznie mała, a ja coraz bardziej nerwowa. Był na tyle blisko, że czułam jego perfumy i miętowy oddech. Chłopak złączył nasze usta w delikatnym pocałunku. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz, a po moich policzkach zaczęły spływać łzy.
- Widzisz jak cierpisz kiedy nie jesteśmy razem - posłał mi ciepły, a zarazem łobuzerski uśmiech - Ana błagam ciebie powiedz, że jest jakaś szansa na ten związek. Wiem, że mnie kochasz. Proszę obiecaj mi, że ze mną będziesz. Nie musi być od razu. Ten związek możemy odbudować małymi krokami tylko musisz tego chcieć - spuściłam głowę. Abraham przesunął się do mnie i podniósł mój tak, żebym mogła spojrzeć w jego czekoladowe oczy - chcesz tego? - patrzyłam w jego oczy z przerażeniem bo nie wiedziałam co zrobić, ale po chwili niepewnie pokiwałam głową. Chłopak uśmiechnął się i mocno mnie przytulił - obiecuję, że nie pożałujesz tej decyzji. Rany cała się trzęsiesz dlaczego nie mówisz, że jest ci zimno - nastolatek zdjął z siebie bluzę i położył na moich ramionach - zciemnia się. Wracamy? - wstałam i zaczęłam iść przed się, ale Abraham mnie zatrzymał i objął ramieniem - ej co jest? Nie łam się wszystko błędzie dobrze. Przecież ci obiecałem. No już uszka do góry, pyszczek od ucha do ucha - uwielbiam jak tak mówi od razu chce mi się śmiać i tym razem było tak samo na mojej twarzy namalował się uśmiech - no nareszcie. Tyle czasu czekałem na ten uroczy uśmiech.
- Wracajmy już
- Ok. Po drodze opowiem ci dowcip jest naprawdę dobry...


poniedziałek, 11 stycznia 2016

Podróż

Hejo!! Znowu tyle mnie nie było. Przepraszam was, że piszę coraz rzadziej i coraz krótsze imaginy postaram się to naprawić, ale niestety ten też nie będzie długi.


Abraham:
- Możesz nam powiedzieć o co chodzi?  - zapytała Jowita.
- Wytłumaczę wszystko u Anastazji - szybko odpowiedziałem. Zadzwoniłem do drzwi. Nie musiałem długo czekać, bo po chwili stanęła w nich moja Anastazja.
- O nie tylko nie tylko. Co wy tu robicie? Nie mam czasu na kłótnie - chciała zamknąć drzwi, ale ja jej na to nie pozwoliłem. Szybko weszliśmy do środka mieszkania.
- Czego chcecie? - zapytała
- No właśnie Abraham może nam wreszcie wytłumaczysz o co chodzi - oczywiście dodał swoje trzy grosze Chris
- Dobra już wszystko tłumaczę. Zapomnieliśmy zabić szefa ich gangu...
- No tak coś tu mi nie grał - wtrącił się w moją wypowiedź Chris. Naprawdę zaczyna mnie drażnić.
- No wiedziałam, że bezemnie sobie nie poradzicie - Tym razem to była Ana.
- Możecie mi nie przerywać. Teraz wszyscy musimy uważać. Nie muszę mówić dlaczego bo to oczywiste. Dlatego ja i Anastazja za chwilę wyjeżdżamy - Ana chciała coś powiedzieć, ale ja byłem pierwszy i nie pozwoliłem sobie po raz drugi przerwać - nie ma żadnego "ale" idź się pakuj, a wartość radzę zrobić to samo. Nie obchodzi mnie co zrobicie możecie jechać z nami albo sami albo w ogóle tu zostańcie. Cały czas będziemy w kontakcie - byłem strasznie zdenerwowany, ale nie mogłem tego po sobie pokazać. Nastała chwila ciszy.
- Jestem gotowa - powiedziała Anastazja schodząc że schodów.
- Świetnie - uśmiechnąłem się i wziąłem torbę.
- Wystąpimy jeszcze do mnie zadzwonić. Też muszę wziąć parę rzeczy.
- Czekajcie jedziemy z wami - rzucił szybko
Ethan.
******
 - Świetnie wyglądasz - skompletowałem
dziewczynę siedzącą obok mnie podczas podróży.
- Nie myśl, że z tego coś będzie. Nie zamierzam się do ciebie odzywać - odwróciła się w stronę okna.
- Nie wytrzymasz tyle tym bardziej, że będziesz mieszkać razem ze mną w jednym pokoju.
- O nie. Zapomnij - odwróciła się w moją stronę.
- O tak - chciała powiedzieć "o nie",  ale ja byłem pierwszy - i tak wyjdzie na moje - potem już się nie odezwała do końca drogi


poniedziałek, 28 grudnia 2015

Akcja

Hejka!!! Wow długo mnie nie było. No trudno oto mój nowy, krótki  rozdział.


 Abraham:
- Chłopaki pośpieszcie się to bardzo ważna akcja. Nie możemy jej zwalić - darłem się na cały dom.
- Już idziemy - odpowiedział mi Zack.
*********************
- Dobra jaki jest plan? -  zapytał Ethan.
- Jak to jaki? Wchodzimy, zabieramy narkotyki i zabijamy - wypowiadając ostatnie słowo zacząłem się  śmiać.
- Kocham naszą robotę - powiedział Zack.
- To idziemy - rzuciłem szybko i po chwili wszyscy znajdowaliśmy się w starym magazynie.
***************
- Zobaczysz pomszczą mnie - powiedział jakiś facet, w którego celowałem pistoletem. Nie zwracając uwagi na jego słowa  pociągnąłem za spust.
- Ha prosto w skroń. Wiedziałem, że mi się uda. Ach kocham to robić.
- Abraham to był ostatni. Zbierajmy się w każdej chwili mogą przyjechać gliny.
Kiedy już miałem wsiadać do samochodu zadzwonił telefon. Gdy zobaczyłem, że na wyświetlaczu jest napisane " numer prywatny " pomyślałem sobie, że to paparazzi i będą zadawać pytania co do mojej kariery, jednak coś mnie tknęło, żeby odebrać połączenie.
- Halo.
- Widzę, że o mnie zapomniałeś.
- 0 fuck - przeklnąłem w myślach. Właśnie dotarło do mnie, że zapomniałem zabić najważniejszej osoby z ich gangu.
- Radzę ci spędzać chwile z bliskimi. To mogą być ostatnie - Po tych słowach szybko się rozłączyłem i pobiegłem do samochodu.
- Jedziemy do Anaztazji! Ale już - krzyknąłem.

niedziela, 13 grudnia 2015

... z tobą

Hej!!!!!!!!! Nie przeciągając oto kolajna część imaginu.


Następny dzień

Anastazja:
Kiedy się obudziłam wiedziałam, że to będzie trudny dzień, jednak zebrałam się na odwagę. Założyłam krótkie podarte spodenki, białą bluzkę z napisem " i'm not normal "i białe markensy. Po dwóch godzinach stałam przed drzwiami domu Abrahama. Zadzwoniłam raz, ale nikt nie otworzył. Zadzwoniłam kolejny raz to samo. Po minucie postanowiłam zobaczyć czy jest otwarte, nacisnęłam za klamkę. Było otwarte. Po cichu weszłam do domu. Po tym co zobaczyłam zamarłam.
- Widzę, że szybko się pocieszyłeś - krzyknęłam do mojego byłego, który szybko zrzucił ze swoich kolan  jakąś laskę.
- Idź do domu - rzucił do niej szybko i podszedł do mnie.Chciał coś powiedzieć, ale ja byłam pierwsza.
- Nie przeszkadzaj sobie. Przyszłam tylko po swoje rzeczy. No proszę! Leć za nią! - krzyknęłam i  pobiegłam do mojego pokoju. Po chwili do pomieszczenia wszedł nie kto inny jak Abraham.
- Kochanie to nie tak jak myślisz. Ja ci to wszystko wytłumaczę - rzekł spokojnym tonem.
- Nie musisz już wszystko wiem i nie mów do mnie kochanie - wyjęłam z torebki gazetę, w której było jego  zdjęcie i tej szmaty i rzuciłam czasopismem w niego. W oczach chłopaka oglądającego gazetę można było dostrzec złość, ale ja się tym nie przejmowałam i wróciłam do pakowania moich rzeczy. W pewnym momencie nastolatek złapał mnie za nadgarstki.
- Przestań! Nie odchodź! Ja ci wszystko wytłumaczę. To nie jest moja dziewczyna. To...
- Prostytutka? - nic nie odpowiedział - wiedziałam. Szkoda tylko, że nie wiesz jak to boli gdy bliska ci osoba nie chce ci powiedzieć, że puszcza się z dziwkami - widziałam,  że te słowa go zabiją. Wyrwał mu się i wróciłam do poprzedniego zadania.
- Jakoś muszę o tobie zapomnieć, a to mi w tym pomaga. - krzyknął i wyszedł z pokoju, a po moich policzkach spłynęły łzy.
Kiedy wychodziłam z domu w kuchni spotkałam chłopaków z gangu Abrahama, którzy zadawali mi mnóstwo pytań, ale ja postanowiłam ich zignorować. Gdy wyszłam zobaczyłam chłopaka palącego papierosa i opierającego się o swój samochód. Szybkim krokiem go minęłam.
- Ja jeszcze z tobą nie skończyłem - krzyknął
- A ja tak - odpowiedziałam mu spokojnym tonem.